Według opinii spadkobierców Czesława Niemena, wszystkie wydawnictwa tegoż artysty sygnowane przez Green Tree należy traktować jako pirackie. Pamiętajmy jednak, że rynek fonograficzny podlega tym samym prawidłom, co każdy inny - i również nie znosi próżni. Miłośnicy spragnieni muzyki swojego idola i kolekcjonerzy nagrań mogą paść ofiarą nieczystych gierek firm fonograficznych.
Jeśli istnieje zapotrzebowanie na płyty z muzyką danego artysty, szybko znajdują się podmioty, gotowe to zapotrzebowanie pokryć, choćby kosztem naruszenia praw autorskich. Wszystko wskazuje na to, że w omawianym przypadku mamy do czynienia z ewidentnym przestępstwem... lecz czy dla przeciętnego słuchacza ma to jakiekolwiek znaczenie?
środa, 26 grudnia 2012
piątek, 24 lutego 2012
ProgLove
Walentynki już za nami, ale dziś chciałbym spojrzeć na znane mi albumy progresywnorockowe pod kątem wyboru najpiękniejszych i najciekawszych utworów traktujących o... miłości! Nieważne, czy szczęśliwej czy nieszczęśliwej - ot, po prostu! Przedstawiam zatem osobisty i jak najbardziej subiektywny ranking piosenek traktujących o najpiękniejszym z uczuć.środa, 1 lutego 2012
Krajobraz wieczornych, sennych ulic PRL?
Ambitnych zespołów na przełomie lat '60 i '70 w Polsce nie brakowało, lecz ów fakt nie miał odzwierciedlenia na półkach sklepowych. "Senne wędrówki" to materiał z zapomnianej przez samych muzyków sesji, wydany 24 września 2011 roku przez GAD Records, potwierdzający tezę zawartą w pierwszym zdaniu tejże recenzji.GAD RECORDS, 2011

Warszawska kapela rockowa Klan zadebiutowała w 1969 roku, wdzierając się przebojem o tytule "Z brzytwą na poziomki" na listy przebojów i do serc słuchaczy. Marek Ałaszewski (gitara, flet, kazoo), Roman Pawelski (gitara basowa), Maciej Głuszkiewicz (instrumenty klawiszowe) oraz Andrzej Poniatowski (perkusja) obiecali sobie wtedy nie nagrywać piosenek o miłości; inspirowani m.in. muzyką Weather Report czy Vanilla Fudge obrali kurs ku ambitnym formom muzycznym.
Po wydaniu tzw. "czwórki" (zawierającej słynne "Automaty", "Z brzytwą na poziomki", "Nie sadźcie rajskich jabłoni" i "Gdzie jest człowiek"), Klan rozpoczął przygotowania do nagrania pełnowymiarowego albumu z muzyką do spektaklu baletowego. Powstały w ten sposób longplay "Mrowisko" (1970), jest nie tylko najważniejszym dziełem w historii zespołu, ale jednocześnie kamieniem milowym dla polskiego rocka. Niestety, pewne "przeciwności losu" (za którymi w dużej mierze stała ówczesna władza) doprowadziły do rozpadu zespołu, praktycznie u szczytu jego popularności. Jeszcze do niedawna zdawało się, że poza kilkoma dodatkowymi nagraniami radiowymi, Klan nie zostawił po sobie nic więcej. Druga odsłona kapeli, powołana przy okazji premiery albumu "Po co mi ten raj" (1994) proponowała muzykę zgoła odmienną od tej, do której przyzwyczajeni byli jej słuchacze i nie zaznała choćby ułamka sławy, jaką cieszyła się w czasach oryginalnego składu.
Wydawnictwo GAD Records ocaliło materiał, o którym zapomnieli nawet jego autorzy. Zawarte na albumie "Senne wędrówki" niespełna 40 minut muzyki to instrumentalne tematy nagrane dla... Polskiej Kroniki Filmowej, stanowiące m.in. tło (!) do "reportaży" o stanie polskiego rolnictwa lub przemysłu metalurgicznego. Muzycy stanęli na wysokości zadania i zarejestrowali kilka naprawdę udanych numerów; udowodnili, że odnajdują się zarówno w muzyce jazzrockowej ("Kuszenie", "Sen"), swingującej ("Pociągi"), jak i w (rodzącym się wtedy) rocku progresywnym, symfonicznym ("Taniec głodnego", "Senne wędrówki"), czy nawet hard rocku ("Szkoła"). Niektóre z tytułów pokrywają się z wcześniej publikowanymi utworami (jak wspomniane na początku "Z brzytwą na poziomki" lub "Automaty"), lecz są to odmienne kompozycje, czasem nie mające absolutnie nic wspólnego z noszącymi identyczne nazwy "poprzednikami". Jedną z najciekawszych pozycji na albumie jest intrygujące "Nie stało się nic", z budzącymi skojarzenia z Jethro Tull partiami fletu. Jednak mimo wszystkich swoich zalet, sporej dawki psychodelii, wirtuozerii i niebanalnych pomysłów muzyków, album "Senne wędrówki" nie hipnotyzuje tak, jak genialne "Mrowisko".
Umiejętnie zremasterowany materiał, który leżakował w archiwach 40 lat, jest gratką dla każdego miłośnika muzyki lat '60 i '70; trudno znaleźć płytę polskich muzyków z tamtego okresu, która proponowała by tak nowoczesną i świeżą muzykę rockową w swingująco-jazzującym duchu. Jedynie fani Marka Ałaszewskiego, do których sam się zaliczam, mogą być nieco zawiedzeni brakiem jego charakterystycznego, charyzmatycznego wokalu - na pocieszenie pragnę krótko nadmienić, że lider Klanu zaprosił niedawno kilku młodych muzyków do współpracy nad reaktywacją zespołu. Prace nad albumem "Laufer" trwają!
środa, 14 grudnia 2011
Have a Cigar...
W minione wakacje moja płytoteka wzbogaciła się o całkiem sporą ilość progresywnych albumów. Przyznam z nieskrywaną dumą, że każdy zakup sprawia mi ogromną satysfakcję i radość; jeszcze kilka lat wstecz nie przywiązywałem tak wielkiej wagi do oryginalnych nośników - dziś cierpię, jeśli upragnionego albumu nie ma na regale.Będąc u naszych zachodnich sąsiadów, miałem szczęście dwukrotnego udziału w pchlim targu. Na pierwszym z nich kupiłem zaledwie dwie płytki, ale za to po bardzo niskiej cenie: Yes - "Yesterdays" (1976) i Camel - "Camel" (1973). Natomiast kilkanaście dni później miałem o wiele bardziej okazałe "łowy", których skutki odczuł mój portfel. Z perspektywy czasu żałuję, że nie kupiłem wtedy więcej płyt - dziś wiem, jakie okazje przeszły mi koło nosa... Pozostaje mi cieszyć się z tego, co dumnie zdobi moją półkę: Emerson, Lake & Palmer - "Brain Salad Surgery", Gentle Giant - "Gentle Giant", King Crimson - "Lark's Tongues In Aspic", Camel - "The Snow Goose", Camel - "Moonmadness", Beggar's Opera - "Act One".
Wszystkim wyżej wymienionym albumom już wkrótce poświęcę osobne notki na niniejszym blogu. To zadanie postaram się wykonać do końca bieżącego roku - wszak w kolejce czekają nowe płyty, także polskich kapel...
wtorek, 8 listopada 2011
Pamiętasz te nagrania...?
Najnowsza kompilacja piosenek Czesława Niemena zawiera materiał, który przyciąga zarówno kolekcjonerów jego nagrań wszelkich, jak i miłośników popularnych przebojów. Czy spadkobiercy i wydawca mogą liczyć na sukces mimo faktu, iż premiera albumu odbyła się praktycznie bez żadnej promocji?CZESŁAW NIEMEN - "PAMIĘTAM TEN DZIEŃ"
POLSKIE RADIO, 2011

Wydana przez Polskie Radio, nosząca znamiona bestsellera kompilacja nagrań radiowych i koncertowych Czesława Niemena, Pamiętam ten dzień, jest uzupełnieniem jego bogatej dyskografii i spełnieniem wieloletnich oczekiwań fanów. Na dwóch srebrnych krążkach zamieszczono materiał zarejestrowany w latach 1962-1980, zawierający takie perełki jak Malaguena Salerosa, Ave Maria no Morro czy Pod Papugami w pierwszej wersji, jaką kiedykolwiek wykonywał młody Wydrzycki.
Mimo, iż najwięcej pozycji pochodzi z lat '60, miłośnicy "progresywnego" etapu twórczości Niemena znajdą także coś dla siebie - cztery utwory są w tym zestawieniu szczególne, gdyż nie stanowią tylko punktu wyjścia do porównań z ich późniejszymi wersjami, lecz są wartościowe same w sobie.
Pielgrzym Grupy Niemen z 1973 roku, był wcześniej dostępny jedynie na pocztówce dźwiękowej i długi czas uchodził za białego kruka. Utwór rozpoczyna psychodeliczna zagrywka na gitarze elektrycznej, która - choć już bardziej w tle - towarzyszy słuchaczowi przez cały czas jego trwania. Brzmienie niespokojnej gitary stoi w opozycji do perkusji i basu, tworzących wespół monotonny rytm, odzwierciedlający "pielgrzymią wędrówkę" zgodną z duchem norwidowskiego wiersza. Z końcem pierwszego wersu dołącza do tej swoistej "karawany" kolejny, orientalnie brzmiący instrument strunowy (banjo? cytra? rozstrojona gitara akustyczna?), dopełniając egzotycznego klimatu kompozycji. Śpiew Niemena wpisuje się w konwencję utworu - jest bogaty w melizmaty, przywodzi na myśl nawoływania muezinów. Nie można zaprzeczyć, że wiele pomysłów z tego wykonania zostało zrealizowanych w "kanonicznej" wersji tego utworu z albumu Aerolit, w szczególności orientalna konwencja i koncepcja monotonnej wędrówki wyrażana przez perkusję i bas. Trudno pojąć, dlaczego A Pilgrim z Ode to Venus nagrany w tym samym czasie nie prezentuje się choć w połowie tak okazale.
Na marginesie chciałbym też dodać, że dla zwolenników "orientalnych" klimatów tudzież niemenowej melizmatyki, interesujące będą z pewnością dwie rosyjskie pieśni z niniejszego albumu - Kolibielnaja i Czornyje browi, kariji oczi.
Smutny Ktoś i biedny Nikt pochodzi z okresu przed uformowaniem stałego składu Niemen Aerolit i brzmi jeszcze dość surowo, brakuje mu głębi. Partia instrumentalna w końcowej części utworu przypomina nieco poczynania Mahavishnu Orchestra, przeplatają się w niej energiczne solówki gitary, skrzypiec i mooga (zainteresowanych słuchaczy odsyłam w tym miejscu do utworu One Word z Birds of Fire; proszę porównać fragment od ok. 4:11 do 6:05).
Piosenki Pokój i Nim przyjdzie wiosna wykonane zostały podczas Festiwalu Interwizji Sopot '79 z towarzyszeniem zespołu N.AE. Koncertowe wersje utworów, które na albumie Postscirptum Niemen zagrał solo, brzmią niezwykle świeżo i są dowodem na to, jak niefortunną była decyzja o rozwiązaniu swojej ostatniej progresywnej kapeli (Maciej Czaj - dr, Jerzy Dziemski - bg, Maciej Radziejewski - g) - z którą jeszcze tego samego roku lider prezentował materiał z progresywnego, jazzrockowego LP Idee fixe w kraju i za granicą.
Norwidowska Moja ojczyzna zaśpiewana i wykonana samodzielnie na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze brzmi co prawda wspaniale, lecz Niemen w pewnym momencie myli się w tekście i sądzę, że z tego powodu mogłaby zostać zastąpiona inną wersją, choćby tą wydaną na okolicznościowym EP, z koncertu w Leningradzie '76.
Dobre wrażenie całości albumu psują uchybienia i zaniedbania edytorskie, jak np. brak składów zespołów towarzyszących w poszczególnych nagraniach. Ten niewybaczalny grzech uniemożliwia np. identyfikację instrumentu, który nadaje "Pielgrzymowi" orientalnego charakteru. Niezrozumiały jest również brak utworu "Daj mi wstążkę błękitną" nagranego podczas tej samej sesji co Smutny Ktoś... - sesji, w której udział wzięli m.in. Jan Błędowski (skrzypce) i Maciej Radziejewski (gitara)!
Składanka Pamiętam ten dzień zawiera wiele unikatowych nagrań i właśnie one stanowią o jej wartości. W przypadku wydawniczej "posuchy" przeciętny fan musi przymknąć oko na wszelkie niedociągnięcia i cieszyć się, że dożył kolejnej premiery albumu z muzycznymi "rarytasami".
Subskrybuj:
Posty (Atom)
